„Każdy nadmiar jest wrogi teatrowi” – mówi duński książę, a za jego plecami wznosi się monumentalne złoto-błękitne wnętrze Elsynoru, pełne pieczołowicie dobranych detali, spośród których Gryzipiór najlepiej zapamiętał czerwony, plastikowy telefon. To właśnie najnowszy „Hamlet” w pigułce: efektowny, ale dziwnie jałowy i chyba niewart całej tej medialnej histerii (podobno bilety sprzedawały się najszybciej w historii londyńskich teatrów). Jeśli warto go zobaczyć w kinowej retransmisji National Theatre Live, to dla tytułowej roli Benedicta Cumberbatcha – wyrazistej i autentycznej, ale też nie tak genialnej, jak wielu miało nadzieję.
W tym szaleństwie brak metody, czyli „Hamlet” z cyklu National Theatre Live
„Każdy nadmiar jest wrogi teatrowi” – mówi duński książę, a za jego plecami wznosi się monumentalne złoto-błękitne wnętrze Elsynoru, pełne pieczołowicie dobranych detali, spośród których Gryzipiór najlepiej zapamiętał czerwony, plastikowy telefon. To właśnie najnowszy „Hamlet” w pigułce: efektowny, ale dziwnie jałowy i chyba niewart całej tej medialnej histerii (podobno bilety sprzedawały się najszybciej w historii londyńskich teatrów). Jeśli warto go zobaczyć w kinowej retransmisji National Theatre Live, to dla tytułowej roli Benedicta Cumberbatcha – wyrazistej i autentycznej, ale też nie tak genialnej, jak wielu miało nadzieję.

