Wczoraj Gryzipiór skończył dwadzieścia osiem lat. Zadumawszy się nad tym wyczynem, stwierdził, że potrafi całkiem dokładnie wskazać moment, w którym zaczął uważać się za dorosłego odbiorcę kultury. Moment ten, ryt przejścia można by rzec, zawdzięcza Gryzipiór przypadkowi – a właściwie wpadce tłumaczeniowej. We wrześniu 2000 roku na ekranach jedynego wtedy warszawskiego Multikina zagościł film o obiecującym tytule „Księżniczka Mononoke” i choć animacja wydawała się nieco dziwna, Gryzipiórowe serce, którym niepodzielnie władał wówczas Disney, natychmiast zapragnęło udać się na salę kinową, żeby poznać losy kolejnej królewny, która sama nie wie, czego chce. Jakże się zdziwił, gdy zamiast słodkiej baśni obejrzał brutalne anime o upadku bogów, cenie rewolucji przemysłowej i wychowanej przez wilki dziewczynie, która ani nie ma na imię Mononoke, ani nie jest księżniczką, no chyba że demonów (w języku japońskim mononoke to właśnie demony, potwory albo mściwe duchy). Zdziwił się i zachwycił.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayao Miyazaki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hayao Miyazaki. Pokaż wszystkie posty
