Steven Erikson powiedział o ich autorze, że w pojedynkę dokonał rewolucji na polu fantasy. Bez nich zapewne nadal tkwilibyśmy w ogranych schematach powieści o wybrańcach losu i złych czarnoksiężnikach, złaknionych władzy nad światem. Nie byłoby „Malazańskiej Księgi Poległych” i rodzimych „Opowieści z meekhańskiego pogranicza”. Właściwie, nie byłoby współczesnej fantasy. Panie i Panowie, poznajcie „Kroniki Czarnej Kompanii” Glena Cooka – dowód na to, że kamień milowy gatunku nie musi być ani foremny, ani szczególnie dobrze ociosany.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Kompania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czarna Kompania. Pokaż wszystkie posty
