Dawno, dawno temu był sobie pięciolatek, który znał na pamięć encyklopedię dinozaurów. Przedwczoraj ten sam pięciolatek, mający obecnie lat dwadzieścia pięć, wybrał się do kina na „Jurassic World” – film, który miał zgodnie z założeniami twórców wskrzesić ducha pierwszego „Parku Jurajskiego” w nowej, ulepszonej wersji na miarę XXI wieku. Niestety okazało się, że nawet trójwymiarowy obraz nie jest w stanie zapewnić bohaterom głębi charakterów, a fabule – minimalnej chociaż wiarygodności.
Niewiarygodny okazuje się już sam punkt wyjściowy. Po dwudziestu dwu latach od masakry na Isla Nublar jurajski ogród zoologiczny nie tylko działa jak należy, ale i zdążył znudzić się gościom tak bardzo, że wpadł w finansowy dołek. Codziennie dwadzieścia tysięcy wielbicieli dinozaurów ogląda poskromionego tyranozaura, podczas gdy w specjalnym ośrodku były członek marines tresuje raptory. Tak oto z ciemnych głębin thrillera ekologicznego przenieśliśmy się na bezpieczną płyciznę bajki. I jak to w bajce godnej XXI wieku, za chwilę pojawią się niegodziwi, żądni zysku menedżerowie, którzy zlecą równie niegodziwym naukowcom stworzenie genetycznej hybrydy. Większy niż tyranozaur, sprytniejszy niż welociraptor, Indominus rex ma wkrótce stać się nową, zyskowną atrakcją Parku Jurajskiego. Cóż. Jak mawiał Emil Cioran: życie polega na doskonaleniu się w popełnianiu błędów.
Oczywiście ten fabularny punkt wyjścia to także autoironiczny komentarz twórców do własnego filmu. „Dinozaury na nikim nie robią już wrażenia” – skarży się jeden z pracowników parku, powtarzając pewnie słowa producentów kolejnych części filmu, którzy dwoili się i troili, by sprzedać widzom jeszcze lepsze widowisko. Dosłownie. W drugim „Parku Jurajskim” główną atrakcję stanowiły przecież dwa tyranozaury, w trzecim – jeszcze większy i jeszcze szybszy spinozaur (który zresztą z prawdziwym Spinosaurus aegyptiacus niewiele miał wspólnego). Scenarzystom czwartej części pozostało sięgnąć po rutynowy straszak XXI wieku – manipulacje genami – by przyciągnąć do parku jeszcze więcej widzów. Pardon, gości. Oczywiście prócz krwiożerczego mutanta są w „Jurassic World” wszystkie te wybuchy, pościgi i epickie pojedynki dinozaurów, które mogą uczynić seans przyjemnym – pod warunkiem, że wcześniej wyłączy się myślenie. Gryzipiór niestety myślenia wyłączyć nie zdążył i przez większość filmu zgrzytał zębami. Oto dlaczego.
![]() |
| fot. Universal Pictures [*] |
Zgrzyt pierwszy: bohaterowie. Widzicie, Gryzipiór uważa, że nawet film pełen dinozaurów powinien tak naprawdę opowiadać o ludziach: ich emocjach, konfliktach, reakcjach na skrajne sytuacje i pokonywaniu samego siebie. Niestety ekipa z „Jurassic World” szybko okazała się bezbarwną i całkiem wypraną z charakterów zgrają stereotypów. Nastoletni bracia, z których młodszy pochlipuje z powodu rozwodu rodziców, a starszy przechodzi burzę hormonów, sprawiającą, że każda napotkana dziewczyna robi na nim piorunujące wrażenie. Nieczuła bizneswoman w nieskazitelnie białym kostiumie, która dzięki przeżytej na wyspie traumie wreszcie dojrzeje do założenia rodziny (!). Amoralny naukowiec, oczywiście Azjata. Najlepszy kumpel głównego bohatera, oczywiście czarnoskóry. A na czele tej bandy stoi On: ociekający testosteronem biały heteroseksualny mężczyzna, który za jednym zamachem ratuje świat i zdobywa serce ślicznej, acz niezbyt rozgarniętej blondynki (tym razem rudej). To dzięki niemu bezradna jak dziecko menedżerka parku przemieni się w dzielną superwoman, która umknie krwiożerczemu dinozaurowi nawet w szpilkach. Na tym jednak kończą się możliwości ewolucyjne tych postaci. Złośliwemu widzowi nie pozostaje nic innego, jak kibicować tyranozaurowi.
![]() |
| fot. Universal Pictures [*] |
Na tym jednak nie kończą się problemy ze scenariuszem. To jasne, że „Jurassic World” miał przyciągnąć do kin przede wszystkim stęsknionych fanów pierwszego „Parku Jurajskiego”. Stąd drobne, acz radujące Gryzipiórowe serce cytaty z tamtego filmu: jak zwykle zachwycony sobą Mr DNA, plujący jadem dilofozaur, biegnące stado gallimimów, wabienie tyranozaura, odwiedziny w zniszczonym lobby pierwszego ośrodka na wyspie i... chwila moment, czy tego nie jest za dużo? Składanie hołdu twórcom ulubionego filmu to jedno, jawne pożyczanie od nich całych scen, a nawet wątków – drugie. Czy naprawdę nie dało się napisać scenariusza bez powielania motywu zaginionych w dżungli dzieciaków, sceny przebijania się dinozaura przez szklany dach pojazdu czy końcówki, w której Indominus rex, jak niegdyś tyranozaur, niespodziewanie przybywa na odsiecz bohaterom osaczonym przez raptory?
![]() |
| fot. Universal Pictures [*] |
Nie całkiem udała się też animacja, dzięki której ważące kilka ton bestie poruszają się lekko, jakby zapomniały, czym jest grawitacja (jeden z takich momentów możecie zobaczyć na trailerze, kiedy Indominus rex błyskawicznie odwraca się od wybuchającego helikoptera). Efekt? Podczas seansu biedne dinozaury ryczały, szczerzyły się i w ogóle dawały z siebie wszystko, by Gryzipióra przestraszyć, a Gryzipiór siedział niewzruszony w fotelu i poprawiał niewygodne okulary 3D. Toż w pierwszym „Parku Jurajskim” jedna tylko scena kuchennej zabawy w chowanego z raptorami miała w sobie więcej realizmu i napięcia niż cały ten film!
![]() |
| fot. Universal Pictures [*] |
Oto nieczuła bizneswoman w już nie całkiem nieskazitelnie białym kostiumie rozgląda się po hangarze, w którym zebrali się cudem ocaleni goście. Sądzicie, że poczuje ciężar odpowiedzialności, maleńkie choćby ukłucie poczucia winy? Nic z tego! Rzeczona bizneswoman spojrzy tęsknie najpierw na dzieci, a potem na przystojnego macho w przepoconym T-shircie – i już wiemy, że przywrócony został właściwy porządek świata. Najwyraźniej niektórych rzeczy nie zmieni nawet 65 milionów lat ewolucji.
[1] Ostatnio na przykład ustalono, że prawdopodobnie wszystkie dinozaury były pokryte piórami. Spróbujcie sobie wyobrazić pierzastego tyranozaura.
- Reżyseria: Colin Trevorrow
- Scenariusz: Rick Jaffa, Amanda Silver, Colin Trevorrow & Derek Connolly
- Premiera: 12 czerwca 2015
Niektórzy z Was czekają pewnie na recenzję finału piątego sezonu „Gry o tron”. Gryzipiór musi sobie ten finał dobrze przemyśleć, więc tekst pojawi się najpewniej w czwartek.





Pierzasty tyranozaur ftw! :)
OdpowiedzUsuńMyślę, że przeraziłby widzów bardziej niż ten, którego pokazano na filmie. :P
Usuńtakie blogi to z przyjemnością sie czyta :>
OdpowiedzUsuń